Pisaniem się ostatnio nie mogę pochwalić, to chociaż pokażę w co ręce wkładam.
Zaczęło się od komódki z tektury...
Potem naszło mnie na wykończenie szuflady, która w pozycji pionowej robi za jedną z półek mojego dziwnego dość regału (podstawą regału jest stara skrzynka na owoce pomalowana na biało).
A potem zobaczyłam wielki żaglowiec i naszło mnie, żeby taki sam mieć.
No to sobie taki uplotłam z papieru.
...w przygotowaniach...
Mały nie wyszedł, jakieś 70cm szerokości i 63cm wysokości.
A teraz bardzo proszę o usprawiedliwienie mojej nieobecności.
Jakby nie było, będzie mi miło, bo troszkę się narobiłam.
z cyklu fakty i kity

- Malkontentem trzeba się urodzić - powiedziała dumnie Mirabelka.
wtorek, 25 lutego 2014
piątek, 14 lutego 2014
czwartek, 13 lutego 2014
Ma się tą rurkę.
Przychodzą takie dni, że człowiek ma ochotę wytoczyć komuś proces o zniesławienie. Jak nie ma komu i o co, to zaczyna kombinować. Gdy już nadarzy mu się taka okazja, jest gotów pozwać wszystkich, a w tym przypadku choćby i Administrację, ale o zniewolenie.
Wymiana pionowych rur w całym bloku, odcięła Mirabelkę od wodopoju, a co za tym idzie, znacząco i od sraczyka.
Mirabelka z pęcherzem trzeszczącym w szwach, czyli z zawartością klepsydry zatkanej ziarnkiem piachu, a może i grochu, wdrapywała się na plecy hydraulika. Ponieważ dociskanie hydraulika do muszli klozetowej nic nie dawało, wycofała się na pozycję zero.
Teraz stojąc w drzwiach zalotnie zaczęła bawić się trzymilimetrowym kosmykiem włosów.
- Skończył Pan już? – dopytywała setny raz Mirabelka – Długo jeszcze?
- Już kończę, jeszcze tylko minutka –od godziny kłamał jak z nut orkiestry dętej, hydraulik.
- Już? Pan już kończy? To może już? – nie chciała odpuścić Mirabelka.
- O k*rwa nać! – szepnął hydraulik do wszystkich lokatorów w pionie.
- Co teraz się stało? – zapytała zrezygnowana Mirabelka.
- Kurka wodna, cieknie! – odpowiedział hydraulik i zwijając się wokół rury, zaczął energicznie ssać kciuk.
- Zaraz i ja przecieknę – wyrwało się pęcherzowi.
- Kurka wodna? A czemu nie gumowa kaczuszka? - pomyślała Mirabelka i prawie niewzruszona udała się do pokoju.
Umiejscowiła się przed komputerem i robiąc podwójny axel potrójny tulup lewą nogą nad prawą, spostrzegła, że na klawiaturze komputera zabrakło klawisza z symbolem wiewióra, czyli coś w stylu „Orzeszku!”, bądź „Rzesz mać!”, choć właściwie miała już na wszystko wymajonezone. Trzeba się czymś zająć. - No nie wiem, a może by tak pójść i śmieci wyrzucić? – pomyślała.
Jak pomyślała, tak zrobiła. Jęła siatę plastikowych opakowań w dłoń i trzaskając drzwiami (coby hydraulik przypadkiem nie popadł w drzemkę) wyszła z domu.
Śniegi roztopiły się z całą swoją śniegowatością, rozstępując miejsce jeszcze większej gównowatości, a w drodze do śmietnika, zaczepił Mirabelkę pewien młody jegomość.
- Pszepszeprzepraszam! Maszzzzz…
Mirabelka szła jednak na tyle dziarsko, że ów młodzieniec, żeby dotrzeć do niej, musiał przyspieszyć kroku.
- Pszepszepraszam! Masz… - nie dawał za wygraną typ z rodzaju namolnych.
Mirabelka zaczęła jeszcze szybciej przeskakiwać z nóżki na nóżkę.
- Maszzz...- krzyczał za nią.
- Nie mam! Nic nie mam, dwa złote dałam koledze – zełgała Mirabelka w podskoku. Widocznie adrenalina zmieszała się z moczem zalegającym w pęcherzu.
- Ja barrrrrdzo przepraszam, ale masz coś na dupie.
Mirabelka zawisła w powietrzu.
Gdy po minucie opadła, zrobiła piruet na pięcie, lokalizując zadnią część tułowia, czyli miejsce gdzie kończy się kręgosłup, a zaczyna wrzut monet.
- Ufffff! To tylko tylko kawałek tynku – odetchnęła.
Może nie będzie jeszcze trzeba wymieniać uszczelki na zaworach.
Wymiana pionowych rur w całym bloku, odcięła Mirabelkę od wodopoju, a co za tym idzie, znacząco i od sraczyka.
Mirabelka z pęcherzem trzeszczącym w szwach, czyli z zawartością klepsydry zatkanej ziarnkiem piachu, a może i grochu, wdrapywała się na plecy hydraulika. Ponieważ dociskanie hydraulika do muszli klozetowej nic nie dawało, wycofała się na pozycję zero.
Teraz stojąc w drzwiach zalotnie zaczęła bawić się trzymilimetrowym kosmykiem włosów.
- Skończył Pan już? – dopytywała setny raz Mirabelka – Długo jeszcze?
- Już kończę, jeszcze tylko minutka –od godziny kłamał jak z nut orkiestry dętej, hydraulik.
- Już? Pan już kończy? To może już? – nie chciała odpuścić Mirabelka.
- O k*rwa nać! – szepnął hydraulik do wszystkich lokatorów w pionie.
- Co teraz się stało? – zapytała zrezygnowana Mirabelka.
- Kurka wodna, cieknie! – odpowiedział hydraulik i zwijając się wokół rury, zaczął energicznie ssać kciuk.
- Zaraz i ja przecieknę – wyrwało się pęcherzowi.
- Kurka wodna? A czemu nie gumowa kaczuszka? - pomyślała Mirabelka i prawie niewzruszona udała się do pokoju.
Umiejscowiła się przed komputerem i robiąc podwójny axel potrójny tulup lewą nogą nad prawą, spostrzegła, że na klawiaturze komputera zabrakło klawisza z symbolem wiewióra, czyli coś w stylu „Orzeszku!”, bądź „Rzesz mać!”, choć właściwie miała już na wszystko wymajonezone. Trzeba się czymś zająć. - No nie wiem, a może by tak pójść i śmieci wyrzucić? – pomyślała.
Jak pomyślała, tak zrobiła. Jęła siatę plastikowych opakowań w dłoń i trzaskając drzwiami (coby hydraulik przypadkiem nie popadł w drzemkę) wyszła z domu.
Śniegi roztopiły się z całą swoją śniegowatością, rozstępując miejsce jeszcze większej gównowatości, a w drodze do śmietnika, zaczepił Mirabelkę pewien młody jegomość.
- Pszepszeprzepraszam! Maszzzzz…
Mirabelka szła jednak na tyle dziarsko, że ów młodzieniec, żeby dotrzeć do niej, musiał przyspieszyć kroku.
- Pszepszepraszam! Masz… - nie dawał za wygraną typ z rodzaju namolnych.
Mirabelka zaczęła jeszcze szybciej przeskakiwać z nóżki na nóżkę.
- Maszzz...- krzyczał za nią.
- Nie mam! Nic nie mam, dwa złote dałam koledze – zełgała Mirabelka w podskoku. Widocznie adrenalina zmieszała się z moczem zalegającym w pęcherzu.
- Ja barrrrrdzo przepraszam, ale masz coś na dupie.
Mirabelka zawisła w powietrzu.
Gdy po minucie opadła, zrobiła piruet na pięcie, lokalizując zadnią część tułowia, czyli miejsce gdzie kończy się kręgosłup, a zaczyna wrzut monet.
- Ufffff! To tylko tylko kawałek tynku – odetchnęła.
Może nie będzie jeszcze trzeba wymieniać uszczelki na zaworach.
niedziela, 9 lutego 2014
Usta milczą ręka śpiewa.
- A coś Ty się tak tymi gazetami obłożyła? - kilka dni temu, zagaił zaanginowaną Mirabelkę Mżonek.
A, że głosu wtedy nie miała, musiał poczekać na odpowiedź prosto z ręki.
Idąc tym tropem...
Milcząca Mirabelka darła i na różne sposoby skręcała (zaiste nie się), kleiła do kupy i jakieś tam, co by nie mówić, ręką "dzieła" (a nawet dwoma) tworzyła.
Ponieważ nadal nie chce jej się gadać (choć głos już jak dzwon) z tymi co tu jeszcze (bądź przez zupełny przypadek) zaglądają, jeszcze nie słowem, choć obrazkami się podzieli.
- No i co Ty z tym wszystkim zrobisz?
- Więcej kreatywności. Młody już znalazł zastosowanie, choćby na domek dla Wirusowego "kanarka".
...a naszło ją na te robótki w gorączce i po przeczytaniu bloga Ani (http://aniainspiruje.blogspot.com), przednia zabawa.
A, że głosu wtedy nie miała, musiał poczekać na odpowiedź prosto z ręki.
Idąc tym tropem...
Milcząca Mirabelka darła i na różne sposoby skręcała (zaiste nie się), kleiła do kupy i jakieś tam, co by nie mówić, ręką "dzieła" (a nawet dwoma) tworzyła.
Ponieważ nadal nie chce jej się gadać (choć głos już jak dzwon) z tymi co tu jeszcze (bądź przez zupełny przypadek) zaglądają, jeszcze nie słowem, choć obrazkami się podzieli.
- No i co Ty z tym wszystkim zrobisz?
- Więcej kreatywności. Młody już znalazł zastosowanie, choćby na domek dla Wirusowego "kanarka".
...a naszło ją na te robótki w gorączce i po przeczytaniu bloga Ani (http://aniainspiruje.blogspot.com), przednia zabawa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)