z cyklu fakty i kity

z cyklu fakty i kity
- Malkontentem trzeba się urodzić - powiedziała dumnie Mirabelka.

poniedziałek, 7 maja 2018

Ale że o co cho?

- No i jezdem! - zakrzyknęła szeptem Mirabelka wysypawszy się z samochodu pod blokiem.

Kurz rozpostarł swe skrzydła, by za chwilę opaść i otulić Mirabelkę  korzuchem z lat 90-tych.
Mirabelka zarzuciwszy wypasione po brzegi torby turystyczne na barana, jęknęła.
Bo widok uciśnionego barana...tfu... uciśnionego Dorastającego, prosił się nie tylko o jęk, ale i o seryjny bek, jak to z baranami bywa.
No chyba, że to tylko owce beczą, ale kto by te wszystkie odgłosy spamiętał. Jednakże w tym właśnie miejscu nadmienić trzeba, że gdyż ponieważ jakowoż czy jakoś tak, syn pierworodny, który do tej pory ku uciesze gawiedzi czyli w blogu tymże posiadał status Dorastającego,to on ten syn czyli Dorastający ze względu na pesel wziął się i się z lekka już ze dwa roki temu przeterminował...ufff powiedziane zostało. Tak więc i owszem słowem wstępu, miano Dorastającego przejął teraz Młodszy, choć trwają spekulacje czy nie powinien spadku po bracie odmówić i przyjąć imię z goła inne...np.: Wieszak na słuchawki od telefonu, Nie!nastolatek, Pan Aleococho,  Syn 500plus ale sie nie należy i to wszystko przez brata, który stając się dorosły pozbawił Mirabelkę drugiego dziecka. Ale właściwie o czym my tu?  Ahaaaaa!  Mieliśmy nazwać  jeszcze barana, tfu! ...dorosłego syna Mirabelki...no i weny zabrakło! Czyli reszta w następnym odcinku 26532789 telenoweli.
Nie wiem jednak czemu, pozostało poczucie, że to w ogóle nie o tym mieć było, a może miało być?

piątek, 27 kwietnia 2018

A Wy będziecie?

- No to jadę! Jak burza nadciągam! - warknęła uradowana Mirabelka i błysnęła szarością bieli mocno zużytych już zębów.
Będzie się teraz maić na łonie stumilowego lasu wielkości kilku hektarów. Będzie oddychać pełną półpiersią i wdychać opary podpałki z grila. Będzie leżeć na wznak i patrzeć w słoneczne chmury z poziomu wykopanych dołów pod jaśminowce, zakupione przez Dziadków  Najświętszych. Będzie się świetnie bawić w gry wszelakie monopolowe odległe od gier planszowych z Katią Scyzoryk, która porzuca chwilowo Kielce by z Mirabelką spędzić ten cudowny czas. Będzie...ach czego to ona nie będzie. Nie będzie marudzić, nie będzie się nudzić. Będzie żyć i rozkochiwać w sobie to życie nie stojąc na żadnym zakręcie. W brzozach, bzach, malinach i klonach.  Cholera! Nie pora na maliny, znów wylazła  przed szereg. Ale czy to jest ważne? I tak będzie pięknie. Już ona o to zadba. Zawsze może jeszcze podkoloryzować.

Udanej majówki, a niech się Wam majiiiii ten czas.

wtorek, 21 marca 2017

Allo Allo!

Mówią, że do odważnych świat należy. A więc czemu Mirabelka jest obsrana i przecieka jej mentalny pampers? Czy to oznacza, że jej się już nie należy?
Przeca zdobywa świat. Łasi się do niego plecami, a więc zdobywa go na swój sposób. A może mówiąc dokładniej, walczy. Tyle na ile jej warunki pozwolą.
Ostatnimy czasy Mirabelka wychynęła zza węgła, a może zza czterech ścian i przemierza korytarze instytucji, która nie dość, że rani jej delikatne ego, to biega za nią ze skalpelem. Już nie zapozuje do obrazu Klompa jako Upadła Madonna z wielkim cycem, ale Allo Allo! Czemu czuje, że upadła?
Przecież potrafi się podnosić. Jest jak wańka wstańka napełniona nadzieją.
- Bo wiara to zwycięstwo - Słyszy to za każdym rogiem, progiem.
- A gada goń! - mówią.
A przecież to skorupiak, nie żaden gad i żyje jeno w czystej wodzie. Ech, czysta jej dusza, a dupsko zasrane. Ale tylko ludzie głupi się nie boją.

A tak a propos, dobrze, że Mżonek z tych co u kobiet od cycków, wolą część zadnią. I znów okazał się być idealną podporą. Mirabelka spina dupsko. Będzie to jej jedyny atut, a nad nim trzeba jeszcze trochę popracować.

Jakby co, to myślcie o niej ciepło, a ona myśli o tym, aby tu powrócić.
Znowu musi sobie pogadać.


piątek, 2 grudnia 2016

ba-ja-nie

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami...Mirabelka tak myśli sobie, co by powrócić na łono bloga, ale to jeszcze daleka droga.

sobota, 26 marca 2016

czwartek, 4 lutego 2016

Każdy ma swoją palmę.




Mżonek z Młodszym opuścili Mirabelkę i pojechali na obóz bramkarski do Lloret de Mar, by pod palmami, czyli w hiszpańskiej bramce łatać dziury. Dorastający, nie wiedzieć kiedy, czemu i kto mu pozwolił, chyłkiem dorósł i również porzucił Mirabelkę dla wyższych celów. Oddalił się więc ze znajomymi do Zakopanego i pewnie przestawia teraz góry. A Mirabelka w tej progowej sytuacji nie złożyła reklamacji i pozostała grzecznie w domu. 

Samotność przyjęła na klatę, co spowodowało poważne spustoszenie w jednym z głównych organów wewnętrznych, odpowiadającym za przepływ uczuć wprost do kanalików łzowych, a co za tym idzie do erupcji wulkanu etNos. 

Można by pokusić się o tezę, dla której pod wpływem zbyt gwałtownego ruchu rzęsek w nozdrzach lub z braku własnej inwencji, drastycznie się pochorowała, bądź ozdrowiała. Ale nie! Ale nieeeeee!

Głębia scenariusza rozmywa się jak katar po kałuży...
Popadła w kliniczną śmierć, albo coś w skali - zero reakcji na zgaszone światło w tunelu. 

A ponieważ nie było widocznych przeciwwskazań do wyczerpującej lekkiej pracy, podczołgując się trochę pod patos, targana naprzemiennie samotnością i euforią przestrzenną, pobudzona do czynów iście bohaterskich, zaplanowała: zbawić świat, napisać trzytomową powieść, zrobić zasłużone porządki, wspiąć się na Mount Everest. 

Nie wiedzieć czemu nie zdobyła się na szczyt,. Wspięła się jeno na  kuchenny stołek i gdy zawieszała wysoko poprzeczkę, zawirowała. Właściwie świat zawirował razem z nią, a w uszach zagrało.
Zląkła się i w ostatniej wolnej nanosekundzie uciekła w siną dal, czyli kąt pełen bliżej niezidentyfikowanych kłębiących się psich kłaków. 


Słychać było jeno cichy ryk na pustyni zgliszcz! A może to tylko radio grało?

Bo wtem momencie z repertuaru kapeli grającej do kotleta, nie darzy zaufaniem kotleta, obniżając tym samym wartość rynkową tusz wieprzowych, a co za tym idzie przyczynia się znacząco do spadku  podaży i popytu tychże. W poczuciu smutku, głodu i winy, o garści przeciwgrypowych leków i jednej suchej bułce, zmierzała jedyną słuszną drogą ku autodestrukcji. Tak żeby wilk był syty i owca ssała.
Przez cały tydzień siedziała jak mysz pod miotłą, jeno tylko kilka razy dziennie, przemykając cichaczem, (czytaj niezauważona), wyruszała w zgiełk i ziąb, aby jej wygłodniałe akrobacji psy, mogły spłoszyć okoliczne szczury i pobudzić bogu ducha winne gołębie do wzlotów oraz do bardziej wzniosłych zrywów. Ale sama  Mirabelka utożsamiała się z nimi umiarkowanym entuzjazmem. Dlatego też pewnie, zbrakło zadowalających efektów w postaci towarzyskiej niechęci sąsiadów i ich serniczków.

Teraz Mirabelka pozostawiła zapał w s/pokoju, po/legła na łożu tortur i oszczędza swój zapał na czarną godzinę.



W odpowiedzi na listy do redakcji Mirabelka odpowiada:

No dobra, zupa z bobra, a raczej z ogórów kisi się już na balkonie.

I niech jej tylko ktoś powie, czy przypadkiem nie złapie nocą mróz? Bo ona zostawiła też swoje jaja na tym balkonie.