- No i jezdem! - zakrzyknęła szeptem Mirabelka wysypawszy się z samochodu pod blokiem.
Kurz rozpostarł swe skrzydła, by za chwilę opaść i otulić Mirabelkę korzuchem z lat 90-tych.
Mirabelka zarzuciwszy wypasione po brzegi torby turystyczne na barana, jęknęła.
Bo widok uciśnionego barana...tfu... uciśnionego Dorastającego, prosił się nie tylko o jęk, ale i o seryjny bek, jak to z baranami bywa.
No chyba, że to tylko owce beczą, ale kto by te wszystkie odgłosy spamiętał. Jednakże w tym właśnie miejscu nadmienić trzeba, że gdyż ponieważ jakowoż czy jakoś tak, syn pierworodny, który do tej pory ku uciesze gawiedzi czyli w blogu tymże posiadał status Dorastającego,to on ten syn czyli Dorastający ze względu na pesel wziął się i się z lekka już ze dwa roki temu przeterminował...ufff powiedziane zostało. Tak więc i owszem słowem wstępu, miano Dorastającego przejął teraz Młodszy, choć trwają spekulacje czy nie powinien spadku po bracie odmówić i przyjąć imię z goła inne...np.: Wieszak na słuchawki od telefonu, Nie!nastolatek, Pan Aleococho, Syn 500plus ale sie nie należy i to wszystko przez brata, który stając się dorosły pozbawił Mirabelkę drugiego dziecka. Ale właściwie o czym my tu? Ahaaaaa! Mieliśmy nazwać jeszcze barana, tfu! ...dorosłego syna Mirabelki...no i weny zabrakło! Czyli reszta w następnym odcinku 26532789 telenoweli.
Nie wiem jednak czemu, pozostało poczucie, że to w ogóle nie o tym mieć było, a może miało być?
z cyklu fakty i kity
- Malkontentem trzeba się urodzić - powiedziała dumnie Mirabelka.
poniedziałek, 7 maja 2018
piątek, 27 kwietnia 2018
A Wy będziecie?
- No to jadę! Jak burza nadciągam! - warknęła uradowana Mirabelka i błysnęła szarością bieli mocno zużytych już zębów.
Będzie się teraz maić na łonie stumilowego lasu wielkości kilku hektarów. Będzie oddychać pełną półpiersią i wdychać opary podpałki z grila. Będzie leżeć na wznak i patrzeć w słoneczne chmury z poziomu wykopanych dołów pod jaśminowce, zakupione przez Dziadków Najświętszych. Będzie się świetnie bawić w gry wszelakie monopolowe odległe od gier planszowych z Katią Scyzoryk, która porzuca chwilowo Kielce by z Mirabelką spędzić ten cudowny czas. Będzie...ach czego to ona nie będzie. Nie będzie marudzić, nie będzie się nudzić. Będzie żyć i rozkochiwać w sobie to życie nie stojąc na żadnym zakręcie. W brzozach, bzach, malinach i klonach. Cholera! Nie pora na maliny, znów wylazła przed szereg. Ale czy to jest ważne? I tak będzie pięknie. Już ona o to zadba. Zawsze może jeszcze podkoloryzować.
Udanej majówki, a niech się Wam majiiiii ten czas.
Będzie się teraz maić na łonie stumilowego lasu wielkości kilku hektarów. Będzie oddychać pełną półpiersią i wdychać opary podpałki z grila. Będzie leżeć na wznak i patrzeć w słoneczne chmury z poziomu wykopanych dołów pod jaśminowce, zakupione przez Dziadków Najświętszych. Będzie się świetnie bawić w gry wszelakie monopolowe odległe od gier planszowych z Katią Scyzoryk, która porzuca chwilowo Kielce by z Mirabelką spędzić ten cudowny czas. Będzie...ach czego to ona nie będzie. Nie będzie marudzić, nie będzie się nudzić. Będzie żyć i rozkochiwać w sobie to życie nie stojąc na żadnym zakręcie. W brzozach, bzach, malinach i klonach. Cholera! Nie pora na maliny, znów wylazła przed szereg. Ale czy to jest ważne? I tak będzie pięknie. Już ona o to zadba. Zawsze może jeszcze podkoloryzować.
Udanej majówki, a niech się Wam majiiiii ten czas.
wtorek, 21 marca 2017
Allo Allo!
Mówią, że do odważnych świat należy. A więc czemu Mirabelka jest obsrana i przecieka jej mentalny pampers? Czy to oznacza, że jej się już nie należy?
Przeca zdobywa świat. Łasi się do niego plecami, a więc zdobywa go na swój sposób. A może mówiąc dokładniej, walczy. Tyle na ile jej warunki pozwolą.
Ostatnimy czasy Mirabelka wychynęła zza węgła, a może zza czterech ścian i przemierza korytarze instytucji, która nie dość, że rani jej delikatne ego, to biega za nią ze skalpelem. Już nie zapozuje do obrazu Klompa jako Upadła Madonna z wielkim cycem, ale Allo Allo! Czemu czuje, że upadła?
Przecież potrafi się podnosić. Jest jak wańka wstańka napełniona nadzieją.
- Bo wiara to zwycięstwo - Słyszy to za każdym rogiem, progiem.
- A gada goń! - mówią.
A przecież to skorupiak, nie żaden gad i żyje jeno w czystej wodzie. Ech, czysta jej dusza, a dupsko zasrane. Ale tylko ludzie głupi się nie boją.
A tak a propos, dobrze, że Mżonek z tych co u kobiet od cycków, wolą część zadnią. I znów okazał się być idealną podporą. Mirabelka spina dupsko. Będzie to jej jedyny atut, a nad nim trzeba jeszcze trochę popracować.
Jakby co, to myślcie o niej ciepło, a ona myśli o tym, aby tu powrócić.
Znowu musi sobie pogadać.
Przeca zdobywa świat. Łasi się do niego plecami, a więc zdobywa go na swój sposób. A może mówiąc dokładniej, walczy. Tyle na ile jej warunki pozwolą.
Ostatnimy czasy Mirabelka wychynęła zza węgła, a może zza czterech ścian i przemierza korytarze instytucji, która nie dość, że rani jej delikatne ego, to biega za nią ze skalpelem. Już nie zapozuje do obrazu Klompa jako Upadła Madonna z wielkim cycem, ale Allo Allo! Czemu czuje, że upadła?
Przecież potrafi się podnosić. Jest jak wańka wstańka napełniona nadzieją.
- Bo wiara to zwycięstwo - Słyszy to za każdym rogiem, progiem.
- A gada goń! - mówią.
A przecież to skorupiak, nie żaden gad i żyje jeno w czystej wodzie. Ech, czysta jej dusza, a dupsko zasrane. Ale tylko ludzie głupi się nie boją.
A tak a propos, dobrze, że Mżonek z tych co u kobiet od cycków, wolą część zadnią. I znów okazał się być idealną podporą. Mirabelka spina dupsko. Będzie to jej jedyny atut, a nad nim trzeba jeszcze trochę popracować.
Jakby co, to myślcie o niej ciepło, a ona myśli o tym, aby tu powrócić.
Znowu musi sobie pogadać.
piątek, 2 grudnia 2016
ba-ja-nie
Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami, za siedmioma lasami...Mirabelka tak myśli sobie, co by powrócić na łono bloga, ale to jeszcze daleka droga.
sobota, 26 marca 2016
czwartek, 4 lutego 2016
Każdy ma swoją palmę.
Mżonek z Młodszym opuścili Mirabelkę i pojechali na obóz
bramkarski do Lloret de Mar, by pod palmami, czyli w hiszpańskiej bramce łatać dziury. Dorastający,
nie wiedzieć kiedy, czemu i kto mu pozwolił, chyłkiem dorósł i również porzucił
Mirabelkę dla wyższych celów. Oddalił się więc ze znajomymi do Zakopanego i pewnie
przestawia teraz góry. A Mirabelka w tej progowej sytuacji nie złożyła
reklamacji i pozostała grzecznie w domu.
Samotność przyjęła na klatę, co spowodowało poważne
spustoszenie w jednym z głównych organów wewnętrznych, odpowiadającym za
przepływ uczuć wprost do kanalików łzowych, a co za tym idzie do erupcji
wulkanu etNos.
Można by pokusić się o tezę, dla której pod wpływem zbyt gwałtownego
ruchu rzęsek w nozdrzach lub z braku własnej inwencji, drastycznie się pochorowała,
bądź ozdrowiała. Ale nie! Ale nieeeeee!
Głębia scenariusza rozmywa się jak katar po kałuży...
Popadła w kliniczną śmierć, albo coś w skali - zero reakcji
na zgaszone światło w tunelu.
A ponieważ nie było widocznych przeciwwskazań do wyczerpującej
lekkiej pracy, podczołgując się trochę pod patos, targana naprzemiennie
samotnością i euforią przestrzenną, pobudzona do czynów iście bohaterskich,
zaplanowała: zbawić świat, napisać trzytomową powieść, zrobić zasłużone porządki,
wspiąć się na Mount Everest.
Nie wiedzieć czemu nie zdobyła się na szczyt,. Wspięła się
jeno na kuchenny stołek i gdy zawieszała
wysoko poprzeczkę, zawirowała. Właściwie świat zawirował razem z nią, a w
uszach zagrało.
Zląkła się i w ostatniej wolnej nanosekundzie uciekła w siną
dal, czyli kąt pełen bliżej niezidentyfikowanych kłębiących się psich kłaków.
Słychać było jeno cichy ryk na pustyni zgliszcz! A może to
tylko radio grało?
Bo wtem momencie z repertuaru kapeli grającej do kotleta, nie
darzy zaufaniem kotleta, obniżając tym samym wartość rynkową tusz wieprzowych,
a co za tym idzie przyczynia się znacząco do spadku podaży i popytu tychże. W poczuciu smutku, głodu
i winy, o garści przeciwgrypowych leków i jednej suchej bułce, zmierzała jedyną
słuszną drogą ku autodestrukcji. Tak żeby wilk był syty i owca ssała.
Przez cały tydzień siedziała jak mysz pod miotłą, jeno
tylko kilka razy dziennie, przemykając cichaczem, (czytaj niezauważona), wyruszała w
zgiełk i ziąb, aby jej wygłodniałe akrobacji psy, mogły spłoszyć okoliczne
szczury i pobudzić bogu ducha winne gołębie do wzlotów oraz do bardziej
wzniosłych zrywów. Ale sama Mirabelka
utożsamiała się z nimi umiarkowanym entuzjazmem. Dlatego też pewnie, zbrakło zadowalających
efektów w postaci towarzyskiej niechęci sąsiadów i ich serniczków.
Teraz Mirabelka pozostawiła zapał w s/pokoju, po/legła na
łożu tortur i oszczędza swój zapał na czarną godzinę.
W odpowiedzi na listy do redakcji Mirabelka odpowiada:
No dobra, zupa z bobra, a raczej z ogórów kisi się już na
balkonie.
I niech jej tylko ktoś powie, czy przypadkiem nie złapie
nocą mróz? Bo ona zostawiła też swoje jaja na tym balkonie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

