Ostatnie sceny zatoczyły się na tyle wartko, że serial z Mirabelką w roli głównej utknął w martwym punkcie. Widzowie prawdopodobnie są już mocno znudzeni. Co by Państwa wskrzesić bądź dobić, podrzucę wątek poboczny w podobnym klimacie.
Brnąc przez wody dzielnicy, Babcia Najświętsza powróciła z Przychodni rehabilitacyjnej, bogatsza o scenariusz od pewnej przemiłej, okołostupięćdziesięcioletniej pacjentki z tej samej kolejki.
Owa Pani uskarżała się, że będąc swego czasu w Ciechocinku, otrzymała zbyt dużo zabiegów, bo całe siedem. Paradoksalnie to może faktycznie wykończyć człowieka.
Następnym razem trafiła do sanatorium w Nałęczowie...
- Z jakich zabiegów chciałaby Pani skorzystać? – zapytał Mendyk, szykując stosowną ankietę.
- Najlepiej z żadnych – szczerze odpowiedziała Pani.
- Proszę Pani, to jest sanatorium, a nie wczasy – upomniał Mendyk. – Coś przecież muszę zalecić.
- Chciałabym tylko odpocząć – jęknęła z nadzieją w głosie.
- A co Pani najbardziej dolega? – nie odpuszczał. - Zlecenie nie może być puste.
- A wie Pan – olśniło Panią. - Ja trochę palę!
- Więc inhalacje i spacery! – dał za wygraną Mendyk.
Mirabelka myśli, że to nie był zwykły Mendyk, tylko chyba całkiem mądry Doktor.
Inni mówią, że są ludzie i taborety, ja nie wiem czemu taborety, ale to był zapewne ten ludź!
z cyklu fakty i kity
- Malkontentem trzeba się urodzić - powiedziała dumnie Mirabelka.
czwartek, 31 stycznia 2013
środa, 30 stycznia 2013
nie dziwi nic
Sytuacja wczorajsza wymalowuje się następująco:
Pani Zima zrobiła wielką kupę na trawnik i udaje, że wabi się Jesień
- właściwie tyle w temacie zaokiennych widoków.
…na może jeszcze, że narodziły się pewne przesłanki, co by Virus swego czasu dorzucił tam swoje trzy grosze, no i próbki do badań Mirabelka nie zabrała, bo wydawała jej się ongiś zbyt nieczytelna.
Dzieciom rozlewają się ba(k)terie.
Babcia Najświętsza po rehabilitacyjno-relaksacyjnym masażu ostatecznie się spięła.
Mżonek na piątym biegu rozsiewa swoje mikroby po Katowicach.
Mirabelka popsuta, ale próbuje trzymać się sterów.
Plan wycieczkowy:
Kotu żarcia dokupić, bo z głową w pustej misce przysypia.
Farbę dla Najświętszych do futryn zmieszać, kolor uzyskać.
5 milionów chusteczek zakupić, wymiennie na 360 kilometrów papieru toaletowego.
Powrócić i w łożu błogo zalegać, przedtem jakieś tam czynności egzystencjalne sklecić.
Siku przed wyjściem i można odlecieć.
- Kap, kap! – ciurnęło za kibelkiem.
- Rzesz, co do licha? – zacharczała Mirabelka.
Budowanie relacji z muszlą klozetową i działania przedsięwzięte:
Wydzwonienie fachowca, umówienie na jutro (czyli dziś), tymczasem...
kibelek rozkręciła (jakież to szczęście, że katar odciął jej węch), doszorowała, poskładała, prowizorycznie uszczelniła, wszystko zajęło jakieś 5 minut do 2 roboczogodzin (ostatecznie Mirabelka przyjęła drugi wariant), setki hektolitrów potu wylała (teraz rozumiem skąd dziś to odwodnienie).
Mirabelka w drzwiach, telefon.
- Lawina z dachu zeszła prosto na auto, maska wgnieciona!
Mirabelka nawet nie wydawała się być zdziwiona.
Po prostu dobry los zaserwował kolejną ze swoich niespodzianek.
Pani Zima zrobiła wielką kupę na trawnik i udaje, że wabi się Jesień
- właściwie tyle w temacie zaokiennych widoków.
…na może jeszcze, że narodziły się pewne przesłanki, co by Virus swego czasu dorzucił tam swoje trzy grosze, no i próbki do badań Mirabelka nie zabrała, bo wydawała jej się ongiś zbyt nieczytelna.
Dzieciom rozlewają się ba(k)terie.
Babcia Najświętsza po rehabilitacyjno-relaksacyjnym masażu ostatecznie się spięła.
Mżonek na piątym biegu rozsiewa swoje mikroby po Katowicach.
Mirabelka popsuta, ale próbuje trzymać się sterów.
Plan wycieczkowy:
Kotu żarcia dokupić, bo z głową w pustej misce przysypia.
Farbę dla Najświętszych do futryn zmieszać, kolor uzyskać.
5 milionów chusteczek zakupić, wymiennie na 360 kilometrów papieru toaletowego.
Powrócić i w łożu błogo zalegać, przedtem jakieś tam czynności egzystencjalne sklecić.
Siku przed wyjściem i można odlecieć.
- Kap, kap! – ciurnęło za kibelkiem.
- Rzesz, co do licha? – zacharczała Mirabelka.
Budowanie relacji z muszlą klozetową i działania przedsięwzięte:
Wydzwonienie fachowca, umówienie na jutro (czyli dziś), tymczasem...
kibelek rozkręciła (jakież to szczęście, że katar odciął jej węch), doszorowała, poskładała, prowizorycznie uszczelniła, wszystko zajęło jakieś 5 minut do 2 roboczogodzin (ostatecznie Mirabelka przyjęła drugi wariant), setki hektolitrów potu wylała (teraz rozumiem skąd dziś to odwodnienie).
Mirabelka w drzwiach, telefon.
- Lawina z dachu zeszła prosto na auto, maska wgnieciona!
Mirabelka nawet nie wydawała się być zdziwiona.
Po prostu dobry los zaserwował kolejną ze swoich niespodzianek.
Nie polegnijcie, jeszcze zdrowi!
Snuję się po domu zasmarkana i kaszląca, z podejrzeniem jakiejś dziwnej odmiany niebanalnego choróbska, podejmując niejedną próbę wydania dźwięku, choć nadal w tonie rozpaczliwej goryczy.
Przystosowując odczyt do wnikliwej analizy istoty mojego dzieła, stwierdzam iż dźwięki skołatanych łańcuchów, potrafią wybrzmieć bardziej melodyjnie niż jakakolwiek półnuta mojego charczącego głosu.
Czekając na poprawę zdrowia, ogołacając domową apteczkę, sięgam po sprawdzone ongiś receptury babcine: gorący kubek mleka z miodem, z 3 ząbkami czosnku - choć wśród tej całej rozpierduchy, najłatwiej jest mi stawiać opór - jedynie skutki uboczne będzie trudno wywietrzyć.
Z wiadomych więc względów, na jakiś czas pozostanę w głębokiej samotni, izolując nozdrza innych od nadmiaru mojej eteryczności.
Nieskromnie oczekując na cud i dobre słowo, upraszam by nie szczędzić mi wszelakich oznak litości!
Przystosowując odczyt do wnikliwej analizy istoty mojego dzieła, stwierdzam iż dźwięki skołatanych łańcuchów, potrafią wybrzmieć bardziej melodyjnie niż jakakolwiek półnuta mojego charczącego głosu.
Czekając na poprawę zdrowia, ogołacając domową apteczkę, sięgam po sprawdzone ongiś receptury babcine: gorący kubek mleka z miodem, z 3 ząbkami czosnku - choć wśród tej całej rozpierduchy, najłatwiej jest mi stawiać opór - jedynie skutki uboczne będzie trudno wywietrzyć.
Z wiadomych więc względów, na jakiś czas pozostanę w głębokiej samotni, izolując nozdrza innych od nadmiaru mojej eteryczności.
Nieskromnie oczekując na cud i dobre słowo, upraszam by nie szczędzić mi wszelakich oznak litości!
poniedziałek, 28 stycznia 2013
kreatywna
- A może byś tak zadbała o siebie! – podpowiada moje drugie Ja.
- No przecież rzuciłam palenie, jestem na diecie, czego chcieć więcej? – tłumaczę się zaskoczona propozycją. O goleniu nóg przecież nie będę dopowiadać.
- Ciebie by trzeba gruntownie odgruzować! – nie daje za wygraną drugie Ja.
No i co było robić? Wyszukałam w okolicy salon kosmetyczno-fryzjerski z szerokim wachlarzem usług.
Wpadam zdyszana.
W recepcji długonoga, długowłosa, wielkobiuściasta, uśmiechnięta od ucha do ucha swymi opuchniętymi wargami Barbie. Rzuca przede mnie ulotkę.
Przeglądam z niedowierzaniem.
- Co może mi Pani zaproponować? – dopytuję z nadzieją w głosie.
- Perukę! – odpowiada zniesmaczona moim widokiem Blondi.
Wychodzę.
- No przecież rzuciłam palenie, jestem na diecie, czego chcieć więcej? – tłumaczę się zaskoczona propozycją. O goleniu nóg przecież nie będę dopowiadać.
- Ciebie by trzeba gruntownie odgruzować! – nie daje za wygraną drugie Ja.
No i co było robić? Wyszukałam w okolicy salon kosmetyczno-fryzjerski z szerokim wachlarzem usług.
Wpadam zdyszana.
W recepcji długonoga, długowłosa, wielkobiuściasta, uśmiechnięta od ucha do ucha swymi opuchniętymi wargami Barbie. Rzuca przede mnie ulotkę.
Przeglądam z niedowierzaniem.
- Co może mi Pani zaproponować? – dopytuję z nadzieją w głosie.
- Perukę! – odpowiada zniesmaczona moim widokiem Blondi.
Wychodzę.
Ktoś Ty?
Ponieważ Mirabelka zauważyła sporo wejść, ale nie potrafi zajrzeć Ci w oczy, wyciąga swoją bloggerską dłoń i prosi, byś podjął próbę i w kilku słowach się przedstawił.
Chciałaby usiąść z Tobą, choćby na chwilkę, przy jednym stoliku i wspólnej kawie. (Kto kawy nie lubi, może zaparzyć sobie herbatkę lub nalać wina)
Możesz skorzystać z tej pseudoankiety.
Ktoś Ty? - (Wystarczy literka jak chcesz zostać anonimowy, ale ucieszy Mirabelkę też ciąg literek)
Skądś Ty? - (Gdzież to te swoje szanowne stopy stawiasz?)
Zaglądasz tu czasem, czyś tylko buty o wycieraczkę wytarł? - (Zaglądasz tu czasem, bo lubisz z Mirabelką posiedzieć? Czy… Wpadłeś przypadkiem i Twoja noga więcej tu nie postanie? )
I skąd żeś tu trafił? (Trafiłeś na link na jakimś portalu? Czy… Szwędając się po sieci Mirabelka wypadła z kapelusza?)
Chciałaby usiąść z Tobą, choćby na chwilkę, przy jednym stoliku i wspólnej kawie. (Kto kawy nie lubi, może zaparzyć sobie herbatkę lub nalać wina)
Możesz skorzystać z tej pseudoankiety.
Ktoś Ty? - (Wystarczy literka jak chcesz zostać anonimowy, ale ucieszy Mirabelkę też ciąg literek)
Skądś Ty? - (Gdzież to te swoje szanowne stopy stawiasz?)
Zaglądasz tu czasem, czyś tylko buty o wycieraczkę wytarł? - (Zaglądasz tu czasem, bo lubisz z Mirabelką posiedzieć? Czy… Wpadłeś przypadkiem i Twoja noga więcej tu nie postanie? )
I skąd żeś tu trafił? (Trafiłeś na link na jakimś portalu? Czy… Szwędając się po sieci Mirabelka wypadła z kapelusza?)
sandałki inne wodery
Jak się Państwu tytuł nie podoba, to proszę sobie zmienić!
Mirabelkę ząbek napierdzielał, whisky przeciwbólowo zażywała, ząbek zelżał, ale świadomość się zagubiła...takie buty!
Państwo wybaczą!
Mirabelkę ząbek napierdzielał, whisky przeciwbólowo zażywała, ząbek zelżał, ale świadomość się zagubiła...takie buty!
Państwo wybaczą!
Subskrybuj:
Posty (Atom)